Od czego by zacząć ?
Dawno, dawno temu, jakieś dwa lata z górką , nasza „mała” często chorowała. Niby nic specjalnego, większość dzieci choruje. Niestety Emilia była częściej w domu niż przedszkolu. Mówi się, że to „przewrażliwieni rodzice” – no to my należymy do tej grupy walniętych ludków.
Korzystaliśmy często z nowych, starych, dostępnych „środków cud”, szczepionek. Jakże to by mogło być inaczej w Polsce, gdyby takie leki nie były płatne (przeprowadzę się kiedyś na Arktykę, tam jest taniej). Wracając do pro społecznej, pro rodzinnej Polski. Po częstych wizytach u lekarza, któryś w końcu wpadł na pomysł, że to trzeci migdałek. He , jaka to była radość w domu Gucia co gumę ma do żucia … W końcu jakiś postęp i nic prostszego – iść na badania krwi, sru do lekarza, zabieg, dziecko zdrowe. Jezu jaki ja głupi i naiwny jestem.
Początek: badanie krwi, testy alergiczne (nakłucia ), testy alergiczne (smarki), testy alergiczne ( krew), krew na APTT, -> skierowanie na zabieg w Stargardzie. HURRRA będzie zabieg. I co? i część pleców kończących swą szlachetną nazwę. Skromny pan doktor stwierdził, że nie bo APTT nie takie (05.2007). Wtedy moja krew zawrzała i mój miejscowy patriotyzm poszedł w siną dal. Decyzja „nach Szczecin …jedziemy na Unii lubelskiej”. Zgadnijcie co dalej? Deja vu . Krew, APTT – w tym miejscu się zatrzymajmy. Nic w badaniu zdrożnego nie ma ale…. krew pobrana, czekamy na wyniki trzy godziny, wizyta u lekarza, i… i żyłka mi pękła . Wyniki nie wyszły bo „super” pani pielęgniarce krew skrzepła. Drugi raz trzeba kłuć Emilkę. Jedziemy dalej. Kolejne badania, kolejne wizyty, kolejne pobrania krwi, jakiś XII czynnik W końcu nadszedł dzień gdy dostaliśmy skierowanie na zabieg (03.2008). Szczęście nasze podupadło gdy termin wyznaczony to 09.2008. Nie wspomnę, że to najgorszy termin ze względu na pogodę (choroby – dziecko chore nie może być operowane , dziecko operowane nie może się przeziębić). Pikuś . Deską grobową było, że dziecko musi być 3 dni (słownie trzy) w szpitalu by przeprowadzić zabieg trwający 5 min. I po cholerę ja płacę wszystkie składki zdrowotne itd.?
Ostateczna decyzja zapadła: idziemy do prywatnej kliniki i teraz ci bardziej wrażliwi – nie czytać.
Opis: wizyta u lekarza, termin wyznaczony za cztery dni, zabieg 15 min +40 min wybudzania Emilki, wracamy do domu. Dziecko nic nie czuło, bo uśpione na gaz, później znieczulenie w żyłę. Pomyśleć że i tak można, to jakieś Science Fiction. Teraz jest miesiąc po zabiegu, nie chrapie, mowa czysta, nie ma bezdechów, o częstotliwości zachorowań zobaczymy jesienią.
Generalnie straciliśmy 1,5 roku na lekarzy, którzy nie potrafili określić się czy robić zabieg czy nie – patałachy. Lekarz wykonujący zabieg dokładnie opisał dlaczego TRZEBA usuwać trzeci migdałek.
Ale jakby by się miała ta historyjka zakończyć jak nie masakrą dla mnie. Przecież jestem dobry tatuś (naiwniak). Dwie babeczki (żona i Emilka) wykombinowały prezent dla siebie.
A oto on


Zwierzak mi potrzebny w domu, he . mam przecież Emilkę skatalogowana w Leksykonie jako „wyjątkowy użyszkodnik„ .